19
lut
10

Recenzja Mass Effect 2


Recenzje gier piszę tylko o tytułach, które w jakiś sposób zapisały mi się w pamięci. Do takiego rodzaju tworów należy zdecydowanie Mass Effect 2. Gra ta w wielu czasopismach i uznanych serwisach internetowych zbiera najwyższe noty. Ja nie uważam, że jest to gra, która zasługuje na 10/10.

Od początku – będą spoilery. Nie grałem w pierwszą część gry od BioWare, więc wszystkie wydarzenia z Mass Effect 2 są dla mnie całkowicie nowe. Zaczynamy od ekranu wyboru wyglądu postaci. I to pojawił się pierwszy grymas zdziwienia – jak to, można grać nieShepardem? Ano można, nawet kobietą. Twardy mężczyzna jednak bardziej pasuje do gry, w której eksterminuje się coraz większe zastępy wroga. Szkoda, że ten „twardziel” ma na sobie obcisły, lateksowy kombinezon. Tak, czy siak, zacząłem grę domyślnym bohaterem, który na samym początku… umiera. Jego statek – Normandia zostaje zniszczony, a komandor ląduje w gwiezdnym pyle jakiejś planety. Jednak to nie koniec gry – okazuje się, że organizacja Cerberus zdecydowała wskrzesić naszego bohatera, odbudować jego statek i wspomagać go funduszami na rozwój własnych podróży. Tak, ponoć jest to ten sam wrogi Cerberus z pierwszej części gry.

Ale nic za darmo – w zamian za pomoc musimy uratować Galaktykę. Z kolonii ludzkich ginie coraz więcej ludzi. Człowiek-Iluzja, pewien pan z Cerberusa wierzy, że jest to sprawka Zbieraczy. No dobra, uratował mnie, to mu pomogę. Ale hola, hola, mając do pomocy tylko państwo Jacob i Mirandę, nie dam rady ocalić całego wszechświata. Potrzeba pana naukowca, pana od broni, pana kucharza i pana sprzątacza. Więc idziemy szukać teamu – oczywiście każdy członek się zgadza, przy okazji znajdujemy starych znajomych, takich jak Garrus. A z wesołą kompanią, żaden potwór w żadnym gwiezdnym układzie nie ma szans w starciu z Shepardem.


Mass Effect 2 to przede wszystkim FPS z elementami gry RPG. Pierwsze skojarzenie podczas pierwszych walk to był Gears of War. Otóż, głównym zadaniem podczas potyczek z przeciwnikami to krycie się za przeszkodami, wychylenie, strzał, i tak w kółko. Niestety, nie zdaje to egzaminu. Twórcy mówili, że dopracowali element strzelania jak tylko się dało. W mojej opinii – nie. Po pierwsze bohater strasznie wolno się rusza, i czasami dotarcie do przeszkody kiedy przeciwnicy posiadają broć maszynową jest dość utrudnione. W dodatku sporo elementów jest nieintuicyjnych – przyzwyczajenia z GoW robią swoje.

Za to inne fragmenty zostały zrobione dość fajnie. Mam na myśli głównie wybór broni, mocy, skillów używanych przez kompanów z drużyny. Wszystko w menu, zbudowanym na planie koła, którego każdy wycinek odpowiada za coś innego. Szybkie naciśnięcie LB i już wybieramy co chcemy. W tym samym czasie możemy zmienić miejsce w którym kierujemy celownik, by po chwili wrócić w wir walki.

Chowanie za elementami otoczenia ma także jedną zaletę – przez czas, w którym nie otrzymujemy żadnych obrażeń, nasz pancerz i pasek zdrowia wracają do pełnego stanu.

To typowo strzelana część gry, a jak wygląda ta „roleplayowa”? Słabo. Kupując tą grę, trzeba wiedzieć że jest skierowana do dwóch typów graczy – tych którzy chcą kontynuować historię Sheparda, i tych którzy po prostu chcą sobie postrzelać. Po zadaniach otrzymujemy punkty, które możemy przeznaczyć na rozwój umiejętności, takich jak miotanie przeciwnikami, lub szarża w ich stronę i zadanie obrażeń obszarowych. Po wejściu któregoś ze skillów na poziom czwarty, można go udoskonalić jeszcze bardziej, wybierając pomiędzy dwoma rodzajami umiejętności finalnej. I właściwie tyle w kwestii rozwoju postaci. Możemy także przedłużyć swojego wirtalnego penisa, przez używania coraz to innych broni.

No właśnie a propos broni – jednym z elementów gry, które będziemy spotykać na każdej misji to zbieranie ulepszeń do naszych pukawek. Działa to prosto – z przeciwników czasami wypada broń, za pomocą jednego kliknięcia przycisku A, broń rozbieramy i dostajemy pewne ulepszenie. Po powrocie z questu, w laboratorium możemy wybrać konkretne ulepszenie i użyć go do podpakowania naszego karabinu, bądź pistoletu. Wszelkie tego typu upgrady wypadają losowo, jednak na tyle często, że nie musimy martwić się szukaniem ich.

Statek Normandia to nasze głównego miejsce dowodzenia – to stąd będziemy wybierać się na kolejne misje, kontaktować się z Człowiekiem Iluzją, przeglądać wiadomości i robić wiele innych rzeczy. Do głównego elementu pokładu należy mapa nieba. Z niej przemieszczamy się Normandią po kolejnych układach planetarnych używając do tego celu paliwa. No właśnie, planety – one są źródłem materiałów, które wykorzystujemy do budowy broni, czy ulepszeń statku. Działa to w ten sposób, wlatując na jakąkolwiek planetę, wyświetla nam się informacja o ilości zasobów naturalnych które możemy wydobyć. Ale owe materiały musimy sobie sami znaleźć – w jaki sposób? Skanujemy planetę, obserwując jednocześnie wykres, który pokazuje ilość np. Pierwiastka Zero w danym miejscu. Jeżeli widzimy że jest go dużo, należy wysłać sondę, która automatycznie doda stosowną ilość kamyków do naszego konta. I tak w kółko do wyeksploatowania całości. Czasami podczas skanowania planet natrafimy na questy, te jednak są dość proste i krótkie.

Co jeszcze znajdziemy na statku? Nie wiele. Za pomocą owej mapy szukamy planet, i także miejsc kolejnych questów. Możemy także pochodzić po statku, porozmawiać z członkami naszej ekipy, spytać o to i owo.

Na wszelkiego rodzaju zadania wybieramy się wraz z drużyną. Całe 3 osoby, w tym Shepard… Przed rozpoczęciem zadania, musimy wybrać dwóch bohaterów, których wcześniej zrekrutowaliśmy. W sumie mamy do zdobycia 10 postaci wszelkiej rasy i pochodzenia. Możemy manipulować ich umiejętnościami i bronią. Po zdobycia jakiejś pukawki, oprócz wcześniej wspomnianego ulepszenia, możemy nią wyekwipować któregoś z kompanów. O ile wymagania broni pozwolą mu na to.

Grafika jest mocnym elementem gry, Mass Effect 2 to jedna z najładniejszych gier na Xboxa 360. Postacie są wykonane bardzo dobrze, w wysokich teksturach, cycki Mirandy są bez żadnych kantów. Do tego elementu nie można się przyczepić. Niektórzy mogą narzekać na sterylność całości, no ale co by nie mówić – tak to miało wyglądać. Z drugiej strony, nie zdziwiłbym się gdyby oprawa wideo znacząco wpływała na czas ładowania poziomów, które są po prostu… długie. O ile nie ma problemu z mniejszymi obszarami, takimi jak poziom statku Normandia, tak całe misje, czy save wczytują się dość długo.


Jak pewnie każdy wie, save z Mass Effect 1 można przenieść do drugiej części gry. Nie miałem OSOBIŚCIE okazji sprawdzić tej funkcji, ale nie mogę nie wspomnieć o takiej ewentualności. Po przejściu Mass Effect 1, posiadaliśmy pewien stosunek do każdej z postaci. W drugiej części gry, jakby na siłę wprowadzono mnóstwo epizodycznych spotkań z bohaterami poprzedniej części, jakby specjalnie dla tej funkcji. Warto wspomnieć, że podczas ekranów ładowania pojawiają się różne Wskazówki, a jedna z nich brzmi mniej więcej tak: „Save z Mass Effect 2 będziesz mógł przenieść do Mass Effect 3, więc uważaj na swoje decyzje!”. Wniosek? Czekać na trylogię.

Gra wychodzi w Polsce w naszej rodzimej wersji językowej. Jednak nie wiązałbym z nią większych nadziei. Jest to jedna z najgorszych polskich lokalizacji w historii. A jeżeli ja mówię, że polski dubbing jest słaby, to coś musi być na rzeczy. Wszyscy bohaterowie mówią bardzo sztywnym głosem, bez żadnego wczucia w daną sytuację. Już na samym początku gry, uciekając z sypiącego się statku mamy okazję rozmawiać z Jacobem podczas strzelaniny, w której bierzemy udział. Szczytem wszystkiego jest to, że cała konserwacja odbywa się podczas chowania się za szklaną osłoną…

Gwiazdy, gwiazdy… Miał być Maciej Maleńczuk i jest… Nie jako bohater, którego możemy spotkać w jakimś pobocznym Queście w rogu najdalszej galaktyki. Gorzej – podczas gry musimy go spotkać, ale nie zamieniamy z nim więcej niż 3 linie dialogowe. Super.

Czuję się źle. Nie wiem jak ocenić tą grę. Nie zabiję się z tego powodu, ale jak mam patrzeć na ME2? Na FPS z rozbudowanymi elementami gry RPG czy słabego RPG z elementami FPS, a można jak na hybrydę obu gatunków? Mówi się, że złotego środka nie ma. Mass Effect pokazuje to idealnie. Starano się jak najbardziej wyśrodkować oba gatunki, a wyszło z tego to co wyszło – wolny fps, z małą ilością RPG. Z prawdziwego roleplaya mamy bardzo rozbudowany system dialogowy, i w zasadzie tyle. A z kolei z FPSa, jest jedynie celownik i „szczelanie”.

Pomimo wszystko, jest to naprawdę dobra gra akcji. Nie wiem co jest w niej takiego. Nie wiem co jest w takim gatunku gier, który posiada coraz więcej przedstawicieli. Zabawa znakomita, dla znawców pierwszej części – obowiązkowo.

Przydałaby się jakaś ocena? Fakt, przy recenzji Bayonetty celowo nie umieściłem jej, aby każdy ją sobie wywnioskował z treści recenzji. Ale tym razem postawię solidne 9.


0 Odpowiedzi do “Recenzja Mass Effect 2”



  1. Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Kalendarz wpisów

Luty 2010
P W Ś C P S N
« sty   mar »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728

Kontakt z nami

Mail: grasiceblog@gmail.com

Twitter – Zarajev


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.